PUBLICZNA SZKOŁA PODSTAWOWA
W WYŚMIERZYCACH

                          

:STRONA GŁÓWNA    :DYREKCJA    :KONTAKT




WYWIAD Z MARIANNĄ I ANNĄ KOSTRZEWSKIMI

Highslide JS
Dziennikarki Reportera Szkolnego - Aleksandra Grotek, Zofia Kawińska oraz Klaudia Majewska przeprowadziły wywiad z byłymi uczennicami Naszej Szkoły: Marianną Kostrzewską (z d. Kawińską) oraz jej córką, Anną Kostrzewską, emerytowanym pracownikiem Banku Spółdzielczego w Wyśmierzycach.

Reporter Szkolny: W którym roku Pani poszła do szkoły?
Pani Marianna Kostrzewska: W wieku 7 lat - w 1934 roku.
RS: Jak w Pani czasach wyglądały ławki szkolne?
MK: Jak się nową szkołę wybudowało to ławki były takie "spod siekiery", nieheblowane. Jakiś stolarz je zrobił. Siedziało w nich chyba 15 uczniów. Takie to były ciężkie czasy.
RS: Jak przedmiotów uczono przed wojną i w czasie wojny. Jak wyglądały wtedy lekcje?
MK: Przed wojną był język polski, historia, geografia, matematyka. W czasie wojny nie było geografii i historii, wprowadzono język niemiecki. Nawet pacierza uczono w tym języku. Podręczniki były do każdego przedmiotu.
RS: Jak uczniowie się ubierali?
MK: Ubierali się w co mieli. W Wyśmierzycach wtedy było ciężko. Dziewczynki chodziły przeważnie w fartuchach z białymi kołnierzykami.
RS: Czy uczęszczała Pani do starego drewnianego budynku?
MK: Tak, ale tylko rok i nie bardzo to pamiętam. Później chodziłam do nowej szkoły.
RS: Czy pamięta Pani fotografię nowego budynku, która jest zamieszczona w książce pana Tadeusza Rostkowskiego? [red. "Szkoła Podstawowa w Wyśmierzycach. Zarys dziejów 1819 - 1999"].
MK: Ten nowy budynek, to teraźniejsza szkoła. Nie pamiętam dokładnie, ale na fotografii są chyba członkowie komitetu - mój teść - Jan Kostrzewski, Antoni Wójcik.
RS: Czy pamięta pani, jak wyglądał stary budynek szkoły?
MK: (śmiech) To był taki stary, drewniany budynek wpadający w ziemię. Był bardzo zniszczony. W czasie wojny Niemcy zajęli szkołę i nauka była prowadzona w różnych domach, między innymi w moim domu rodzinnym (u państwa Kawińskich w Rynku) i w organistówce.


Highslide JS

Highslide JS

Reporter Szkolny: A jak wyglądał budynek w czasach szkolnych pani Anny Kostrzewskiej?
Pani Anna Kostrzewska: To jest budynek, w którym obecnie mieści się szkoła [red: jego najstarsza część]. Już były ławki z kałamarzem, z atramentem. Klasy były duże, ale słabo wyposażone. Nie było dobudówki [red: obecne łazienki]. Sale były ogrzewane węglem. W piecach paliła pani Marchewka, matka Stefana Marchockiego (wcześniej Wesołowska, ale drugi raz wyszła za mąż - dopowiedziała pani Marianna). Były ciemne, prawie czarne podłogi, chodziło się w butach. Było zimno, ale warunki stopniowo się poprawiały. Kierownikiem szkoły był wtedy ojciec pana Tadeusza Rostkowskiego - Jan. Później pan Rostkowski zmarł i chyba dyrektorem był pan Tadeusz. Ja kończyłam osiem klas szkoły podstawowej. Za czasów mojej mamy było 7 klas. Pomimo trudnych warunków były to dobre lata.
RS: Jak Pani wspomina czasy szkolne - lekcje, nauczycieli. Czy pamięta Pani ich nazwiska?
AK: Bardzo lubiliśmy wspaniałą nauczycielkę, panią Bogunię Kadzińską. Uczyła nas języka polskiego. Pan [Marian] Wdowczyk - oczywiście matematyka. W klasie była cisza i porządek. Świetny nauczyciel. Jak kto nie rozumiał, zostawał po lekcjach i wytłumaczył pracę domową. Nie było wtedy szóstek, były piątki, ale jak ktoś u pana Wdowczyka miał czwórkę, to znaczyło, że umiał. Ja miałam nieraz piątkę, ale czwórka już była bardzo dobrym stopniem. Pan [Jan] Wójcik uczył mnie historii. Pani Basia Konopka, wtedy Krużel, przyszła jako młoda nauczycielka i nas, dorastające dziewczyny wprowadzała w życie oprócz tego, że uczyła przedmiotu. Pani [Stanisława] Borowska uczyła mnie języka rosyjskiego. Potem przyszła do pracy pani Hernik i pani Strzelecka, żona organisty, która uczyła Andrzeja [młodszy brat pani Anny]. Pan Rostkowski uczył biologii, geografii.
Highslide JS RS: Czy było w szkole kółko taneczne?
AK: Były różne kółka zainteresowań. Kto chciał, mógł należeć - kółko taneczne, ognisko muzyczne, gdzie chodzili głównie chłopcy, grali na akordeonach. Akademie były w starym domu ludowym, a potem w kinie. Były też kółka z jęz. polskiego, matematyki. Pani Kadzińska - wspaniała polonistka bardzo dobrze nas przygotowała. Nie było problemu z ortografią, wypracowaniami, pisaliśmy dyktanda, rozprawki. Każdy się przykładał. Trzeba było obowiązkowo czytać lektury i każdy je czytał. Trzeba było się uczyć. W tamtych czasach korzystaliśmy tylko z książek, nikomu nie śniło się o komputerach czy jakichś pomocach. Wszystkie były ręcznie robione.
RS: Czy jest jakieś przesłanie, które chciałaby Pani przekazać uczniom?
AK: Na pewno warto się uczyć. Byłam w Stanach Zjednoczonych 2 miesiące. Odkąd przyjechałam, każdemu powtarzam. Przykładajcie się do języka angielskiego. To jest okno na świat. My nie mieliśmy okazji się uczyć tego języka. Uczyliśmy się obowiązkowo tylko języka rosyjskiego. Nie było takiego wyboru jak dziś. Przykładajcie się do matematyki - królowej nauk. Uczcie się pilnie, bo warto.

Highslide JS Reporterzy zapytali ponownie panią Marię Kostrzewską o jej wspomnienia na temat pani Emilii Fondalińskiej.
MK: Pani Fondalińska była bardzo obowiązkową nauczycielką. Przychodziła punktualnie, nigdy nie krzyczała. Spokojnie się do dzieci odzywała. Jak wchodziła, od razu była cisza jak makiem zasiał.
RS: Czego uczyła pani Fondalińska?
MK: Uczyła wszystkich przedmiotów, bo w czasie okupacji brakowało nauczycieli. Matematyki uczył nas pan Grzegorczyk. Pani Milewska uczyła klasy młodsze - do czwartej klasy. Krótko była w Wyśmierzycach, ale nie pamiętam, co się z nią stało. Pani Fondalińska pomagała wszystkim zdolnym dzieciom, które chciały się uczyć. Organizowała pomoc finansową dla nich. Miała wszędzie znajomości, np. w Łodzi. Między innymi pomagała dzieciom z rodziny Papińskich. U Chmielewskich było sześcioro dzieci - rodzeństwo pana Mariana Chmielewskiego - wszyscy skończyli szkołę. W rodzinie Kociszewskich było także sześcioro dzieci - wszystkie zdobyły wykształcenie dzięki pani Fondalińskiej. Kto się chciał uczyć dostawał od niej pomoc.

Mówiła nam:
"Chcesz być kimś w życiu, to się ucz, byś nie zaginął w tłumie.
Nauka to potęgi klucz, w tym moc, kto więcej umie.
Bo wiedz, nie popchną tego wstecz ani pochłoną fale
Kto umie choćby jedną rzecz, a umie doskonale".


Przesłanie Pani Marianny Kostrzewskiej do uczniów brzmi:
"Uczcie się jak najwięcej, bo lepszych warunków mieć nie będziecie. Jak w czasie okupacji Niemcy przyłapali kogoś na nauce geografii czy historii, mógł być wywieziony do obozu. Dostęp macie do wszystkiego. Inne były czasy. Nikt nikogo nie gonił do nauki. Trzeba było się uczyć i jeszcze chodzić w pole. Wakacje to się zaczynały, jak się szło do szkoły. Człowiek wolał się uczyć niż chodzić w pole.


W domu rodzinnym pani Marianny Kostrzewskiej, z domu Kawińskiej (siostry Stefana Kawińskiego), w czasie wojny były prowadzone niektóre lekcje. Był to mały drewniany dom, który stał w miejscu obecnego. Przy rozmowie obecna jest żona pana Stefana, Marianna Kawińska. Obie panie opowiedziały ciekawą historię.

...Plac był tak mały, że tylko dom się na nim mieścił. Pan Stefan Kawiński dokupił działkę po sąsiedzku, bo chciał postawić nowy budynek. W drewnianym domu rozebrano piece, wymontowano okna i drzwi. Tak przygotowany budynek włożono na dwa wozy i końmi przewieziono na posesję Jana Grotka. Tam stoi do dziś. Akcją przewiezienia domu kierował pan Leon Dąbrowski i pan Rokiciński. Za domem z ciekawości ciągnęło mnóstwo ludzi.

Ojciec Pani Marianny Kawińskiej zmarł w roku 1936. Mama została 30-letnią wdową z czworgiem dzieci w wieku od 1,5 roku do 9 lat. Niedługo zaczęła się wojna. Marzenia o dalszym kształceniu pani Marianny musiały poczekać z powodu choroby matki. Rodzinie dużą pomoc okazała Maria Wolszakiewicz, z domu Kawińska. Uczyła w szkole Wyśmierzycach, jeszcze przed wojną się wyprowadziła. Państwo Wolszakiewiczowie mieli gospodarstwo w okolicach Nowego Miasta i po wojnie pomagali mieszkańcom Wyśmierzyc ofiarowując im produkty rolne.

Spotkanie zorganizowano dzięki udziałowi w projekcie "Młodzi dziennikarze z Pasją" w ramach programu grantowego "Działaj Lokalnie 2017" Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności realizowanego przez Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce i "Koalicję dla Młodych" Fundusz Lokalny Ziemi Białobrzeskiej.

Highslide JS


Relacja: Redakcja "Reportera Szkolnego"
Foto: Beata Górnicka

Powrót

 Administrator strony: B. Górnicka